Gm. Duszniki. Dom płonął, a strażacy się przyglądali bezczynnie

Paulina Śliwa
Paulina Śliwa
Dom w Sędzinku spłonął niemal całkowicie. Co w tym czasie robili strażacy z OSP?
Dom w Sędzinku spłonął niemal całkowicie. Co w tym czasie robili strażacy z OSP? Paulina Śliwa
Dom państwa Piotrowskich spłonął prawie całkowicie. Na pomoc przybiegli sąsiedzi. Strażacy w tym czasie siedzieli w wozie. Powołują się na procedury... których nie ma. To niejedyna tragedia, która dotknęła tę rodzinę.

W grudniu spłonął dom w Sędzinku (gm. Duszniki). Straty są ogromne i na tę chwilę nie wiadomo, czy budynek będzie można odbudować. Jak się dowiadujemy od mieszkańców i pogorzelców, zanim strażacy z OSPw Sędzinku przystąpili do gaszenia, czekali w wozie kilkanaście minut – 300 metrów dalej od płonącego domu. Gdyby nie sąsiedzi, którzy pomogli wydostać się uwięzionej rodzinie, doszłoby do tragedii. Na co czekali strażacy i dlaczego od razu nie przystąpili do gaszenia budynku?

Według mieszkańców strażacy z Sędzinka przystąpili do akcji dopiero, kiedy przyjechała OSP z Dusznik. – Wtedy rozpoczęli akcję. Przez cały czas siedzieli we włączonym wozie – na światłach. Wszyscy mówili: już jadą, spokojnie, już jadą, a oni stali. I nikt nie wie i nie rozumie, dlaczego – relacjonuje jeden z sąsiadów pogorzelców. W trakcie pożaru z płonącego domu zdołała wydostać się część rodziny Piotrowskich, w tym p. Edmund z żoną. Jego synowa z dzieckiem uciekli na dach. Nie mogli liczyć na strażaków, więc na pomoc przyszli sąsiedzi.
– Wszedłem od strony drugiego domu, od podwórza, po murze. Najpierw pomogłem zejść z dachu dziecku, później synowej p. Edmunda – mówi Leszek Rozmiarek. – Od czego jest ta jednostka? Dali im samochód, nowy, lepszy [otrzymali wóz o wartości 90 tys. zł – red.] , a oni w nim siedzieli i czekali. Byłem w straży, wypisałem się, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego – dodaje rozgoryczony.

Naczelnik OSP w Sędzinku Marek Lemański wyjaśnia, że strażacy nie mogli od razu rozpocząć akcji, ponieważ czekali na pozwolenie od PSP z Szamotuł. – Cztery razy tam dzwonili. Mnie przy tym nie było – mówi Lemański. To samo strażacy powtarzają poszkodowanym. Wygląda jednak na to, że OSP w Sędzinku powołuje się na procedury, których nie ma.

Rzecznik PSP w Szamotułach Przemysław Chojan tłumaczy jednak, że nie ma możliwości, żeby Szamotuływstrzymywały wyjazdy na akcje. – Nie ma takich procedur. Jednostka OSP po otrzymaniu informacji o pożarze informuje nas – PSP – że wyjeżdża na akcję. My dysponujemy jednostkami, które jeszcze o pożarze nie wiedzą. Jeżeli wyszła jakaś informacja wstrzymująca w tym dniu OSP w Sędzinku, na pewno nie pochodziła ona z Szamotuł – wyjaśnia Chojan. Ostatecznie w akcji wzięli udział strażacy z Jednostki Ratowniczo- -Gaśniczej w Szamotułach, OSP w Dusznikach, OSP w Podrzewiu, OSP w Pniewach, OSP w Sękowie, OSP w Sędzinku. Powiadomione zostały również pogotowie energetyczne i policja.

Do tej pory nie ustalono, jaka była przyczyna pożaru. Rodzina p. Piotrowskich mieszka w tej chwili u p. Kosickich w niedalekiej Wierzei. Zorganizowano również dla nich zbiórkę: pieniądze można wpłacać na konto: 33 9072 0002 2011 1103 5198 0001 – Społeczny Komitet Odbudowy Domu po Pożarze wSędzinku, dopisek: odbudowa domu po pożarze.

Naczelnik OSP w Sędzinku ostatecznie przyznaje, że ze strony strażaków doszło do zaniedbania i gdyby wyjechali wcześniej, dom by się uratowano. – Wyciągniemy konsekwencje – zapowiada Lemański.
– W tym domu mieszkaliśmy 32 lata. Nie ma już domu, a moja żona, Irena, zmarła 4 dni po pożarze. I to jest najgorsze – mówi Edmund Piotrowski.

Domowe syropy

Wideo

Dodaj ogłoszenie