Gm. Szamotuły. Krzysztof Tomkowiak przejechał na rowerze całą Polskę. I to w ciągu 6 dni!

Magda Prętka
Magda Prętka
Mówi, że jest zwykłym szarym człowiekiem, który zwyczajnie postanowił spełnić swoje marzenie. A jednak to, czego dokonał w ubiegłym tygodniu zasługuje na miano nie lada wyczynu, w którym – zgodnie z jego intencją – kryje się też ważny przekaz

Krzysztof Tomkowiak ukończył ultramaraton rowerowy

W piątek, 9 lipca Krzysztof Tomkowiak – sołtys wsi Koźle ukończył ultramaraton rowerowy Wisła 1200, pokonując trasę wiodącą od źródeł Wisły na Baraniej Górze do jej ujścia w Gdańsku. W ciągu zaledwie 6 dni przemierzył na dwóch kółkach całą Polskę, wykręcając w sumie 1200 km! Dziś z niemałą satysfakcją opowiada o osobistym wyzwaniu, które pozwoliło mu zmierzyć się z samym sobą. A wszystko – jak to zazwyczaj w tego typu historiach bywa – zaczęło się dość spontanicznie.

- Miałem już doświadczenia w dłuższych wycieczkach rowerowych, ale z pewnością nie na taką skalę. Jakiś rok temu razem z kolegą wpadliśmy na pomysł, by przejechać kiedyś Polskę od Świnoujścia do Ustrzyk Górnych. Wtedy była to jednak bardzo luźna myśl, ale gdy przez przypadek trafiłem na informację o ultramaratonie nie zastanawiałem się zbyt długo. Postanowiłem spróbować mimo że trasa była dłuższa, aniżeli ta ze Świnoujścia do Ustrzyk. Obudził się we mnie jednak duch rywalizacji – mówi z uśmiechem Krzysztof Tomkowiak.

"To było ogromne obciążenie"

Przez pół roku ćwiczył kondycję na siłowni, pracował nad poprawą wydolności. Na dłuższe, typowo rowerowe treningi niestety zabrakło czasu. Mimo to z udziału w swoim pierwszym ultramaratonie nie zamierzał rezygnować. I tak, w sobotę, 2 lipca punktualnie o godzinie 8.20 wystartował ze schroniska Przysłop pod Baranią Górą rozpoczynając wielką przygodę, której finał nastąpić miał na drugim krańcu Polski. Nie spodziewał się wtedy, że będzie aż tak ciężko.

- Dla organizmu było to potworne obciążenie. Trasa w większości prowadziła przez wały, łąki, tereny leśne. Pod względem technicznym była więc bardzo trudna, a sam rajd okazał się niezwykle wymagający i wyczerpujący zarazem – komentuje Krzysztof – Poza kilkoma odcinkami trasy, kiedy wjeżdżałem do miasteczek i większych miast, praktycznie cały ultramaraton osadzony był w jednej wielkiej nadwiślańskiej dziczy. Człowiek cały czas miał kontakt z naturą, co było naprawdę niezwykłym doświadczeniem – przyznaje – Najmilej zapamiętam ptasi koncert – najdłuższy, jakiego kiedykolwiek mogłem wysłuchać – dodaje.

Wyścig z czasem

Każdego dnia toczył wyścig z czasem. By zmieścić się w ustalonym przez organizatorów limicie (180 godzin), w siodełku codziennie spędzał 10 - 12 godzin, pokonując dystans od 160 do 220 kilometrów. Pogoda niestety nie zawsze sprzyjała, lecz wola walki zamieniała kolejne przeszkody w motywację.

Noclegi – zgodnie z regulaminem – Krzysztof organizować musiał na własną rękę. Zazwyczaj korzystał z pokoi gościnnych i miejsc hostelowych, jakie napotykał wyjeżdżając z nadwiślańskich terenów. Trasa została wytyczona w taki sposób, by zawodnicy i zawodniczki mogli znaleźć jakiś kąt na odpoczynek. Zdarzało się jednak, że niektórzy noce spędzali pod gołym niebem.

6 dni, 1200 kilometrów i radość, której nie da się opisać!

Była godzina 10.35 w piątek 9 lipca, gdy z głośno bijącym sercem przejechał linię mety. Spośród 530 osób, które stanęły na starcie ultramaratonu, do Gdańska dotarły 343, a wśród nich sołtys Koźla. Jak sam przyznaje – radości i satysfakcji, jaką poczuł docierając do celu, nie są w stanie wyrazić żadne słowa.

- Nie ukrywam, że jestem zaskoczony, iż udało mi się dojechać do mety. Niemniej, ogromnie się z tego osobistego wyczynu cieszę – komentuje – Chciałbym, aby niósł on w sobie przesłanie – zwłaszcza dla dzieci i młodzieży – aby nie przegrały one swoich wakacji na konsolach. Rywalizować można również w formie online, zgodzę się z tym, ale aktywne spędzanie czasu wolnego wydaje się bardziej wartościowe, przede wszystkim jest zdrowsze. Zamiast siedzieć przed komputerem można wsiąść na rower, niekoniecznie wykręcając setki kilometrów. Chciałbym też dotrzeć do osób dorosłych, które być może zamiast jechać 400 metrów samochodem do sklepu pomyślą sobie, że skoro był taki gość, który przejechał całą Polskę, to one też dadzą radę te 400 metrów przejechać rowerem. To byłoby dla mnie najcenniejsze – dodaje.

Wakacje na dwóch kółkach

Co dalej? Wkrótce przyjdzie czas na małe wakacje z rodziną – rzecz jasna – na dwóch kółkach, podobnie jak w roku ubiegłym. Tomkowiakowie tym razem wyruszą ze Świnoujścia w stronę Helu.

- Nie będziemy się ścigać, czy pokonywać długich dystansów. Wakacje mają być spokojne i przyjemne, a zarazem ciekawe. Podróż na rowerze jest tego gwarantem – kwituje Krzysztof.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie