Szamotuły. Honorata otworzyła w czasie pandemii restaurację. Jak sobie dzisiaj radzi?

Magda Prętka
Magda Prętka
Mimo trudności Honorata Kołosowska nie poddaje się. Wierzy, że dla branży restauracyjnej przyjdą lepsze czasy Magda Prętka
Mieszkanka Szamotuł, Honorata Kołosowska pod koniec wakacji otworzyła własną restaurację. Żartowała wtedy, że tylko wariat decyduje się na taki krok. Dziś to śmiech przez łzy. "Leśne Atelier" działało zaledwie 2 miesiące. Jak sobie radzi szamotulanka?

W czasie pandemii otworzyła restaurację w Szamotułach

Nie poddaje się. Bo chociaż ze smutkiem spogląda na puste stoliki w swojej restauracji, uparcie przekonuje: trzeba dać radę – pewnego dnia będzie lepiej.

- Skoro miałam odwagę powiedzieć „A”, teraz muszę powiedzieć „B” - podkreśla stanowczo.

Mimo pandemii koronawirusa, pod koniec sierpnia br. Honorata Kołosowska otworzyła w Szamotułach „Leśne Atelier” - restaurację, o której zawsze marzyła. Żartowała wtedy, że tylko wariat decyduje się na taki krok – stawiać na nowy biznes, gdy wszystko wokół jest niepewne. U schyłku lata wydawało się jednak, że zagrożenie epidemiologiczne słabnie, a rząd – mimo obowiązującego reżimu sanitarnego - niebawem ogłosi koniec pandemii. Dla wykwalifikowanego gastronoma z dużym doświadczeniem w branży, możliwość otwarcia restauracji w malowniczej okolicy, była szansą, którą po prostu trzeba było wykorzystać.

- Wcześniej prowadziłam firmę cateringową. Od ponad roku prowadzę też przyczepę gastronomiczną „Wagon” o charakterze baru. A jednak zawsze pragnęłam mieć swój własny „punkt stacjonarny” - pod warunkiem, że będzie działać w miejscu szczególnym. A za takie właśnie uważam Piaszczychy, położone w otoczeniu urokliwych łąk, pól i lasu. Bezpośrednie sąsiedztwo z centrum tenisowym jest dodatkowym atutem. Zakochałam się w tym miejscu i zaryzykowałam – mówi Honorata Kołosowska.

"Leśne Atelier" powoli się rozkręcało

Oczywiście, nie było łatwo. Choć Honorata odebrała klucze do nowego lokalu wraz z początkiem lipca, a więc w czasie, gdy w Polsce „luzowano” kolejne obostrzenia, reżim sanitarny pozostawał nieubłagany. Obiekt musiał zostać dostosowany do ściśle określonych zasad i spełniać wszystkie rygory. Dotyczyły one także załogi.

- Co prawda koniec lata nie był – ujmijmy to – doskonałym terminem na otwarcie restauracji. Straciliśmy w zasadzie miesiąc sezonu tenisowego, który w tym roku i tak rozpoczął się później, bo w lipcu, ale mimo wszystko do „Leśnego Atelier” z dnia na dzień zaczęło zaglądać coraz więcej osób. Gdy ktoś przyszedł tu raz, zawsze wracał. Obsługiwaliśmy półkolonie tenisowe, potem również zawodników mistrzostw siatkarskich, które rozgrywane były w Szamotułach. Zorganizowaliśmy kilka imprez okolicznościowych, w tym jedno wesele. Powoli wszystko zaczynało się kręcić – opowiada Kołosowska.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: NA PIASZCZYCHACH OTWARTO RESTAURACJĘ

Wtedy nie mogła jeszcze wiedzieć, że klienci oraz klientki niedługo będą mogli nacieszyć się nową restauracją. W chwili, w której ta zaczęła zapuszczać korzenie w mieście, jej drzwi musiały zostać zamknięte.

- Przyszedł 23 października, to był dla mnie bardzo trudny dzień. I to nie tylko dlatego, że na skutek decyzji rządu musiałam zamknąć restaurację, a ludzie odwoływali zaplanowane u nas imprezy. Tego dnia do „Leśnego Atelier” zapukało naprawdę dużo osób, które zwyczajnie chciały zjeść tutaj obiad, napić się kawy. Nie docierało do nich, że nie możemy obsłużyć ich w restauracji, że jedynym rozwiązaniem jest zapakowanie dań w pudełka – na wynos. Właśnie to było najtrudniejsze – mówi Honorata - Pamiętam, że przyszła wtedy też pewna starsza pani, która już wcześniej do nas zaglądała. Odwiedziły ją akurat wnuczki z Torunia, a ona bardzo chciała je u nas ugościć. I nie mogła – dodaje ze smutkiem.

Mało kto zamawia dania na wynos

Od końca października drzwi restauracji na Piaszczychach pozostają zatem zamknięte. Zamówień na wynos jest stosunkowo niewiele. Honorata tłumaczy, że wcale jej to nie dziwi, bo „Leśne Atelier” nie jest przecież barem szybkiej obsługi, czy pizzerią, z których najchętniej zamawia się jedzenie z dowozem.

- Czy kiedykolwiek zamówiła pani schabowego z restauracji do domu? - pyta – Zapewne nie i w ogóle mnie to nie dziwi. Restauracja, to miejsce, do którego człowiek chce pójść, by oderwać się od codziennego życia – by spotkać się z rodziną, znajomymi, by odciążyć żonę, która cały tydzień przygotowuje posiłki. Chodzi o ten klimat. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że zamawianie dań obiadowych w pudełkach do domu, to raczej nie jest żadna przyjemność – komentuje.

Gdzie można dobrze zjeść w Szamotułach? Zobacz zestawienie n...

Wsparcie rządowe jest znikome

Honorata nie załamuje rąk. Mówi o cudownym zespole pracowników, który wzajemnie się motywuje, by przetrwać ciężki czas.

- Tworzymy naprawdę zgraną ekipę, a w zasadzie to oni tworzą nas. Bez pracowników nie istniejemy. I co ja miałabym im teraz powiedzieć – że muszę ich zwolnić, by zaoszczędzić, choć zatrudniłam ich dopiero co - we wrześniu? Nie ma mowy! Oni dobrze rozumieją, że jest trudno, ale robią wszystko, by pracować, byśmy wszyscy przetrwali – przyznaje Honorata – Oczywiście ratuje nas też „Wagon”, o którym już wspomniałam. Bo ten, z uwagi na swoją specyfikę, może cały czas działać i cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Dzięki środkom, które właśnie tam generujemy mogę opłacić rachunki i utrzymać „Leśne Atelier” – tłumaczy.

Wsparcie rządowe jest znikome. A w zasadzie nie ma go w ogóle, bo firma Honoraty działa za krótko, by wskazać jakikolwiek spadek dochodów.

- Rozszerzyłam działalność, dałam ludziom pracę, ale nic mi się nie należy – komentuje – Najgorsza jest jednak ta niepewność, przez którą musimy żyć z dnia na dzień. Nie wiadomo kiedy branża restauracyjna znów ruszy, a przez to trudno zaplanować jakiekolwiek wydatki nawet wiedząc, jakim budżetem się dysponuje – dodaje.

"Maksymalnie wykorzystujemy ten czas"

Mimo że „Leśne Atelier”, zaledwie po 2 miesiącach działalności zostało wysłane na przymusowy urlop, w restauracji cały czas coś się dzieje.

- Maksymalnie wykorzystujemy ten czas, aby nadrobić zaległości, czyli wszystkie te rzeczy, których nie udało nam się zrealizować przed otwarciem. Tyczy się to zarówno działań reklamowych, jak i zmian, jakie podpowiedzieli nam sami klienci. Kiedy drzwi restauracji znów się otworzą będzie tu zupełnie inaczej – chcemy jeszcze bardziej nawiązać do natury, która nas otacza. Zazieleni się u nas zatem, będzie pachnieć lasem. Każdego dnia rodzą się nowe pomysły – wyznaje.

Honorata ma dużą pokorę do obecnych czasów. Wspomina doświadczenia wojenne ojca i dziadków, którzy mimo dużo gorszych warunków bytowych, potrafili cieszyć się tym co mają i znajdować rozwiązania.

- Musi przyjść ten lepszy czas, bo inaczej cała gospodarka – mówiąc kolokwialnie – siądzie. To przecież zestaw naczyń połączonych. Nadal trudno mi jednak zrozumieć dlaczego tzw. postój spotkał branżę gastronomiczną, w której przestrzeganie reżimu sanitarnego jest podstawą, a np. duże sklepy, w których gromadzą się tłumy ludzi i w których mało kto przestrzega zasad bezpieczeństwa, nadal działają. Ale o tym książkę można byłoby napisać. Wierzę jednak, że będzie dobrze. Naprawdę w to wierzę – kwituje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie