Szamotuły. Kapela The Old Band zagrała w letnim ogródku Gościńca Sanguszko [ZDJĘCIA]

Magda Prętka
Magda Prętka
Brzmienie starego dobrego rocka królowało w minioną niedzielę w Szamotułach. Energia zespołu The Old Band podkręciła - i tak już gorącą - atmosferę, jaka zapanowała przy Sanguszku. Tryskająca ze sceny radość z obcowania z muzyką szybko udzieliła się publiczności - brawa nie cichły bardzo długo!

Siłą kapeli The Old Band wcale nie są ciekawe kompozycje, czerpiące z tradycji rockowej wszystko to, co najlepsze. Ani teksty, w których opowieści o prostych, codziennych sprawach wypełnia szczerość, bezpośredniość, w końcu i emocje. Nie tkwi ona także w dobrym warsztacie wokalno - instrumentalnym, którego prezentacja bezwiednie skłania człowieka do tańca i kołysania się w rytm pojedynczych dźwięków, świetnie składających się w jedną, spójną całość. Bo choć The Old Band nie brakuje żadnej z wymienionych cech, to największą siłą zespołu nadal pozostaje naturalność i radość, jaką artyści oraz artystka wzajemnie dzielą się na scenie. I którą kapela skutecznie zaraża przysłuchującą się jej publiczność. Szamotulanie oraz szamotulanki, ale i zaprzyjaźnieni z zespołem mieszkańcy oraz mieszkanki ościennych miejscowości, a nawet bardziej odległej Chodzieży, którzy w niedzielny wieczór, 9 sierpnia wypełnili letni ogródek Gościńca Sanguszko, nie mieli co do tego żadnych wątpliwości.

The Old Band, to przede wszystkim ekipa lokalnych pasjonatów. Sięgają po instrumenty i mikrofon, aby sprawiać sobie i swoim odbiorcom przyjemność. I taki też był niedzielny koncert - pełen miłych odczuć, powodowanych samym faktem obcowania z muzyką, pełen humoru i pozytywnych wibracji.

Zespół zaprezentował autorskie utwory (w tym jeden premierowy), w których rockowa konwencja niejednokrotnie bratała się z bluesowymi naleciałościami. Tempo rzadko kiedy zwalniało. Repertuar tworzyły głównie energetyczne kompozycje z mocną, dynamiczną perkusją Mario Kicińskiego na pierwszym planie i zadziornymi partiami gitarowymi Wojtka Dukarskiego, Sebastiana Frąckowiaka oraz Szymona Tumidajskiego (nowy "nabytek" zespołu), dopełniającymi całość. Zuza Kowalczyk okraszała wszystko charyzmatycznym wokalem, który z koncertu na koncert zdaje się brzmieć coraz głębiej, jeszcze ciekawiej - tym bardziej w połączeniu z tekstami Iwo Dukarskiego, mówiącymi po prostu o... życiu. I wybrzmiewającymi dzięki młodej, obiecującej wokalistce z dużą siłą.

Refleksyjne ballady studziły muzyczny żywioł. W programie koncertu nie było ich wiele, lecz mimowolnie wyciszały publikę, zwracając jej szczególną uwagę, czasem również wzruszając pięknem szepczących gitar i delikatnym werblem.

W istocie The Old Band snuł z pozoru zwykłą opowieść o paczce znajomych w różnym wieku i z różnym doświadczeniem, która postanowiła sobie pograć w klimacie z przysłowiowym pazurem. Ale czyż to właśnie nie od takich opowieści zaczynały się najpiękniejsze historie w dziejach muzyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie