Szamotuły. Henrry No Hurry jak Chris Stevens z "Przystanku Alaska". Kapitalny koncert z gawędami i ważnym przesłaniem

Magda Prętka
Magda Prętka
Czysta magia muzyki i słowa w piątkowy wieczór 30 września wypełniła kino "Halszka" w Szamotułach. Bo gdy Henry No Hurry wkroczył na scenę wszystko, co zadziało się później w sali kinowej wydawało się być snem

Henry No Hurry zagrał w Szamotułach

Projekt Wawrzyńca Jana Dąbrowskiego jest dość szczególnym eksperymentem muzycznym. Co prawda nie sili się on na bratanie diametralnie różnych gatunków, nie sięga też po wyszukane instrumenty, ani myśli o prowokacji. Szczególnie jest to, że w czasach, w których na scenie króluje głośna, chwytliwa muzyka rozrywkowa, on schodzi z wielkiej estrady. Zabiera ze sobą pianino, looper i gitary, zagląda do małych sali kinowych, bibliotek i teatrów, zapala kadzidełka i w blasku mikroskopijnych lampek opowiada o rzeczach codziennych, prostych, acz ważnych.

Przypomina o tym, że trzeba się zatrzymać, odpocząć. Gawędzi, cytuje fragmenty ulubionych książek. Jest trochę jak Chris Stevens - dj z rozgłośni radiowej z kultowego serialu "Przystanek Alaska", który umiejętnie ważył muzykę ze słowem, dzieląc się ze słuchaczami i słuchaczkami swoimi przemyśleniami, refleksjami, podejmując w ten sposób dialog z drugim człowiekiem. Tak potrzebny również dzisiaj.

Obrzycko. Kowalonek w "Jancowie", czyli niezwykły koncert w ...

Henry No Hurry w istocie jest zatem eksperymentem. Takim, który w Szamotułach udał się w stu procentach! Gromkie brawa i prośby o biss ze strony publiczności były tego najlepszym dowodem.

Ciekawe brzmienie, świetny wokal

Repertuar piątkowego koncertu opierał się przede wszystkim na słowie. Kapitalne teksty, w których artysta podejmuje m.in. temat roli człowieka we współczesnym świecie, idealnie współgrały z melancholijną, acz ciekawą muzyką.

Zapętlając dźwięki i wybrane partie wokalne Wawrzyniec tworzył unikatowe brzmienie. Piano dopełniało ukulele, bas podkręcał tzw. stopę, a głęboka barwa głosu, w której bezwiednie wyczuwało się charyzmę, była klamrą spajającą wszystkie te elementy w szalenie interesującą opowieść.

Przerwy między kolejnymi utworami wypełniły gawędy. Historia o naprawie ulubionych butów i przygodach z szewcami tylko z pozoru była opowiastką "z życia wziętą". Kryło się w niej dużo uniwersalnych prawd i ważne przesłanie mówiące o pokonywanej przez każdego człowieka drodze i napotkanych na niej ludziach. Takich, których nigdy się nie zapomina. Takich jak Henry No Hurry.

Organizatorem koncertu był Szamotulski Ośrodek Kultury.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Instahistorie extra - Daria Widawska o meczu Polska-Argentyna

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na szamotuly.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie